niedziela, 26 marca 2017

Przygody muzułmanki w zachodnim społeczeństwie

Książka: Śmiejąc się w drodze do meczetu
Autor: Zarqa Nawaz
Wydawnictwo: Kobiece


Zarqa Nawaz- dziennikarka, scenarzystka, prelegentka. Muzułmanka pakistańskiego pochodzenia, od urodzenia "skażona" zachodnią kulturą i sposobem życia. Urodziła się w 1967 roku w Liverpoolu. Dzieciństwo i młodość spędziła już jednak w Kanadzie, gdzie na stałe osiedli jej rodzice. Siostra dwóch braci: Muzammala i Muddaththtira, którzy (w przeciwieństwie do niej) otrzymali swe trudne do wymówienia imiona po dwóch rozdziałach Koranu.

Książka reklamowana jest jako najzabawniejszy memoir wszech czasów. Czy tak jest faktycznie? Cóż... Zderzenie świata zachodniego z religią i kulturą muzułmańską w rzeczy samej musi wywoływać pewne dwuznaczne lub niekomfortowe sytuacje. Z całą pewnością obserwowanie i odnotowywanie tychże różnic może prowadzić do swoistego szoku kulturowego (zwłaszcza u dziecka). Zarqa dochodzi do wniosku, że zasady wpajane jej w rodzinnym domu nijak się mają do otaczającej  rzeczywistości i codziennego życia. To "rozdwojenie jaźni" towarzyszy jej każdego dnia w szkole i na ulicy. A ona chce być po prostu taka, jak wszyscy dookoła. Nie chce się wyróżniać, być inna. Chce tak jak jej rówieśniczki jadać kanapki z masłem orzechowym, mieć modną, krótką fryzurę, a latem nosić lekkie, zwiewne sukienki. Zderzenie kultur, którego doświadcza mała Zarqa, jest dla niej dość bolesnym doświadczeniem. Konserwatywni rodzice stanowią trudną do pokonania barierę, jednakże dziewczyna nie poddaje się w swoim dążeniu do wolności. Jest wierząca i religijna, próbuje zatem znaleźć własną drogę i "złoty środek" pomiędzy nakazami islamu, a swobodą oferowaną jej przez nową ojczyznę.

Doświadczanie zachodniego świata przez młodą Zarqę faktycznie bywa bardzo zabawne (zwłaszcza w okresie dzieciństwa i szkoły). Zabawne dla czytelnika i samej zainteresowanej, która pisząc wspomnienia już jako dorosła osoba, z zupełnie innej perspektywy patrzy ma minione życiowe "tragedie". W swoim mniemaniu czuła się wtedy gorsza. Poczucie inności i izolacji wywoływały z pozoru błahe sprawy, takie jak ubiór czy zawartość pudełka z drugim śniadaniem. Koszmarem okazały się także lekcje wychowania fizycznego. Odpoczynkiem od zgniłego, zachodniego świata miały być dla niej coroczne obozy dla dzieci muzułmańskich. W rzeczywistości stanowiły one dla bohaterki chwilową ucieczkę od restrykcyjnych, pakistańskich rodziców. Dorosła Zarqa opisuje ten czas z naprawdę dużą dozą humoru. Humoru, który przechodzi później w autoironię i sarkazm. Młoda kobieta, stojąca u progu dorosłego życia, musi zmierzyć się z wieloma stereotypami. Nie dostawszy się na wybrane studia, staje się dla rodziny kłopotliwym balastem. Balastem, którego najłatwiej się pozbyć urządzając wesele. Wychowana w Kanadzie Zarqa pragnie jednak studiować na innym kierunku, a męża wybrać sobie sama.

Czytając książkę jesteśmy świadkami jej starć z rodzicami, tradycją i kulturą muzułmańską. Zarqa nie odrzuca swojego dziedzictwa kulturowego, wręcz przeciwnie, jest z niego dumna. Dostrzega jednak blaski i cienie islamu. Do bólu dociekliwa i logiczna młoda kobieta odkrywa, że wiele nakazów, wpajanych jej od lat, nie ma odzwierciedlenia w Koranie. Stanowią one po prostu element tradycji. Wywołuje to w niej wewnętrzny bunt. Postanawia na swój sposób walczyć z niczym nie uzasadnionymi nakazami, czym do białej gorączki doprowadza imamów. Jako dziennikarka zaczyna tworzyć filmy dokumentalne o swych współwyznawcach. Nie przypadają one do gustu wielu muzułmanom, gdyż pokazują ich w sposób humorystyczny. Nawaz jednakże stawia sobie za cel przybliżenie "białym ludziom" kultury islamu. Zwłaszcza w obliczu ataków na World Trade Center, czuje potrzebę udowodnienia, iż muzułmanie to zwykli ludzie, dbający o swe rodziny i mający zwyczajne problemy. 

W Śmiejąc się w drodze do meczetu podoba mi się to, że Nawaz nie idealizuje swojej religii ani jej wyznawców. Zarqa zauważa, że świat bezustannie się zmienia, zatem pewne elementy religii i tradycji zdają się nie przystawać do obecnych realiów. Brzmi znajomo....? Okazuje się, iż wyznawcy różnych religii mają podobne spostrzeżenia. Nawaz w nieco ironiczny sposób przedstawia pewne typowe dla muzułmanów sposoby zachowań. Otwarcie mówi o tym, jak wykorzystuje się tradycję do podtrzymywania zasad, które nie mają racji bytu i nie wiadomo czemu, lub raczej komu, służą. Przedstawia czytelnikom także podstawowe zasady swej wiary, czyli pięć filarów islamu. Opisuje swoje przeżycia (nie zawsze pozytywne) związane z pielgrzymką do Mekki oraz  z codziennym funkcjonowaniem muzułmańskiej rodziny w zachodniej kulturze. Pragnie zrozumienia, szacunku, dialogu. Chce przyczynić się do tego, by muzułmanie i chrześcijanie mogli żyć spokojnie obok siebie.

Śmiejąc się w drodze do meczetu to ciekawa lektura, momentami śmieszna, czasem ironiczna. Pokazuje "dobrych" i "złych" muzułmanów oraz paradoksy islamu. Widzimy ludzi głęboko wierzących i tych, którzy "odwalają wiarę po łebkach". Szanowanych członków społeczeństwa i tych mających problem z asymilacją. Tradycjonalistów i tych z nowoczesnym podejściem do wiary. Z pewnością autorka nie jest w pełni obiektywna w obrazie kanadyjskich muzułmanów, który przedstawia. Niemniej jednak warto sięgnąć po tę książkę, by nieco bliżej poznać tę, tak różną od naszej kulturę. Książkę Nawaz czyta się dobrze, napisana jest prostym językiem, bez zadęcia czy indoktrynacji. Podzielona na osiemnaście rozdziałów, lekka i przyjemna w odbiorze. Momentami zaskakująca. Obecnie autorka wraz z rodziną mieszka w Reginie, w kanadyjskiej prowincji Saskatchewan.
Udostępnij ten wpis

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.